Durne baby

Autor: Edward Horsztyński, Gatunek: Proza, Dodano: 28 kwietnia 2016, 15:34:05, Tagi:  Horsztyński Edward Horsztyński Durne baby

Conocny hałas silników ciężarówek kursujących między mińską siedzibą NKWD, a kuropackim lasem był owiany tajemnicą tak, jak i nieustające między zmierzchem, a świtem, strzały z naganów. Okoliczni mieszkańcy od lat musieli zatykać uszy i uciszać sumienie. Nawet gdy minie kilkadziesiąt lat, a na trupach będzie budowana autostrada, Kuropaty wciąż będą owiane zmową milczenia.
Micia, stary czekista i jeden z niewielu, którzy przeżyli czystkę 1937 roku wciągnął przemycaną przez kontrabandzistów dobrą polskę kokainę i ze znudzeniem patrzył na kolejny transport. Do świtu zostało jeszcze z dwustu lud...tfu! elementów i pojedziemy do stołówki na 100 gram spirytusu i śniadanie - myślał Micia przeładowując drugi pistolet, ponieważ pierwszy zdążył się rozgrzać do czerwoności.
Dwudziestotrzyletni Szmul również dumał o śniadaniu, koncentrując się głównie na owych stu gramach, które były przecież głównym daniem, i zachwalał władzę radziecką za to, że dba o swoje narzędzia. Był młody, dopiero zaczynał robotę i choć zdawał sobie z tego sprawę, nie chciał myśleć o tym, że narzędzia, którymi operuje władza radziecka szybko się zużywają i kończą z alkoholizmem, narkomanią, samobójstwem, bądź trafiają do psychuszki, lub masowego grobu w Kuropatach.
W przeciwieństwie do naiwnego Szmula, Micia zdawał sobie sprawę z tego, że zostało mu mniej niż pół roku życia. Wiedział, że ci którzy rozstrzeliwali w Kuropatach w 1937 roku, sami zostali rozstrzelani w 1938, a ci co pracowali w 1938 dostali strzał w potylicę w 1939 roku i tak to już leci.
Ale na to, że władza radziecka jaka by nie była, na pewno jest sprawiedliwa, wszyscy mieli dowód przed sobą. Wszystkim daje po równo, nie patrząc na klasę i narodowość. W Kuropatach leżą i Białorusini i Polacy, i Żydzi i Rosjanie, a i pewnie znalazłoby się też kilku Finów, Kałmuków, Łotyszy, Ormian, Tatarów, Tutsi i Hutu, Pigmejów i Eskimosów. Istna międzynarodówka! I nieważne czy ktoś jest inteligent, chłop, burżuj, komunista ideowy i partyjny, kupiec, czekista, czy włóczęga. Każdemu przejażdżka, każdemu kilka gram ołowiu w tył głowy i każdemu wspólna mogiła.
I choć ofiar tych było z ćwierć miliona, nikt z nich w ostatnich chwilach nie zdawał sobie sprawy, że żył pod najsprawiedliwszą władzą pod słońcem. Jedni się wyrywali, inni krzyczeli o niewinności, a jeszcze inni żądali sądu. Ten się odgrażał, a ten krzyczał, że był przewodniczącym rewkomu, a inny śpiewał "Wyjdziem szczylnymi radami". Jedna tłumaczyła, że jest za młoda, a druga, że za stara. Tamten płakał, a tamten bez żadnego uczucia szedł i apatycznie patrzył na dół z ciałami. A potem bam! Rudy profesor zastanawiał się, czy to naprawdę już koniec. I bam! Partyjny towarzysz pierwszy raz od dzieciństwa zaczął się modlić. I bam! Nie dali mu skończyć.
Wśród krzyków i płaczu ofiar słychać było też płacz kata, pomieszany z histerycznym śmiechem.
- I po cholerę one... durne baby... na cholerę, po kiego czorta...
- Masz Grisza, machnij se, poczujesz się lepiej - podsunął mu papierek z kokainą Micia.
- ... dziewięć miesięcy... poród... powikłania, cesarskie cięcie...
- Suka blać, twaja mać! Weź się w garść Griszka. Tyś jest Polak, więc musisz mieć czarną duszę polskiego pana i brak sumienia.
Grisza papierek wziął, lecz nie rozwinął i patrzył na kolegę przekrwionymi oczami.
- Na co... po co... tak się męczą... te baby... durne... Położne... chrzciny, opieka... potem swaty posyłają... i wesele... Tak się męczą... durne... po co... krew, wody i rozstępy... pępowina i główka... żeby potem... tę główkę BAM! Durne baby... kab jaje chaliera uziala... po co tak się męczą... po co...

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się